Powietrze po deszczu jest
rześkie. Moim ciałem wstrząsają dreszcze, ale nie wchodzę do środka. Tylko
tutaj mogę poczuć zimno. Kocham je, bo tylko ono sprawia, że wciąż wierzę w to,
że jestem człowiekiem. Wtedy mogę sobie wyobrazić, że On wychodzi za mną na
balkon, obejmuje mnie czule ramionami, a ja wtulam się w jego sweter i czuje
jego zapach. Wyobrażam sobie, że po chwili On składa delikatne pocałunki na
czubku mojej głowy. Te marzenia sprawiają mi ból, który ogarnia całe moje ciało.
W końcu wracam do mieszkania. Idąc korytarzem, opuszkami palców muskam
wszystkie przedmioty na mojej drodze i wyobrażam sobie, że On robi to samo. I
czekam aż jego ręce uniosą mnie do góry, a z moich ust wydobędzie się okrzyk
radości. Obracam się na chwile, spoglądam przez okno i dostrzegam wiatr
poruszający gałęziami drzew. A On wtedy znika. Ptaki dalej śpiewają. Jak to
jest możliwe? W szkole uśmiecham się, śmieję się, rozmawiam. A potem w domu
zakładam słuchawki, wyciągam pamiętnik i przy akompaniamencie muzyki piszę te
słowa. Nikt nie widzi we mnie tego ogromu cierpienia. Oni nie chcą tego
widzieć. Tak jest łatwiej żyć, ale jednak ja czekam, aż na szybie przez którą
patrzę pojawi się długa rysa, a po chwili szkło rozsypie się w drobny mak. A
przede mną stanie On. Ludzkie wcielenie miłości. Niebieskie oczy będą patrzeć w
moja stronę, a w nich odbijać się będzie światłość życia. Czekam na jego
oddech, wzrok, słowa, uśmiech. Czekam po prostu na niego, na ludzkie wcielenie
mojej miłości z poprzedniego życia. To doprowadza mnie do płaczu. To marzenie,
które nigdy się nie spełni. Nienawidzę tego cierpienia, które nie chce opuścić
mego ciała. Prawa strona mego ciała drętwieje. Tylko Jego dotyk może mnie uleczyć. To boli! Z każdym dniem coraz bardziej.
Pragnę tego! POTRZEBUJĘ TEGO! Teraz! NATYCHMIAST! Bo ja umieram, ale nikt tego
nie widzi. Moja dusza umrze wkrótce, rozbije się na tysiące kawałków i zostanie
tylko ciało. Bo ja umieram. Coraz bardziej z każdym dniem.
czwartek, 14 lutego 2013
piątek, 8 lutego 2013
To co moje
To wszystko co mam. Wiara w dobro, miłość, przyjaźń,
Nieśmiertelność. Tego wszystkiego pragnę. Tylko to mnie uszczęśliwi. To sprawi,
że uśmiech nigdy nie zejdzie z mej twarzy. Tylko wiara mnie tu trzyma.
Marzenia. Wszystko to, czego nie mogę mieć sprawia, że pożądam tego jeszcze
bardziej. Muzyka płynie z głośników. Melancholijna, powolna, zrównoważona. Ona
sprawia, że wierzę. Głos to tajemnica. To rozkosz. Pieszczenie tonem,
wysokością. Słowami. Wieczność. Boję się jej, marzę o niej, pragnę jej i
potrzebuję. Ta potrzeba boli, w końcu oszaleję. Czy tylko mnie na tym dziwnym
świecie ogarnia takie uczucie? Proszę, błagam, padam na kolana. Zginę, bez
pomocnej dłoni, obrócę się w proch. Bez miłości usycham, tracę poczucie
bezpieczeństwa. Marzę o niej. Szalonej, namiętnej, wiecznej. Marzę i śnię o
niej w dzień i w noc.
Zamykam oczy. I widzę to wszystko. Co we mnie lśni. Marzenia, nadzieję, wiarę.
Gdy uchylam powieki, to wszystko znika. Zapada się w ziemię. Potrzebuję
pocałunków w czoło, w usta. To jest to czego chce. Chłodne powietrze dostaje
się poprzez otwarte okno, do mojego serca. Muzyka gra, a moja dusza pragnie
żyć.
środa, 6 lutego 2013
List
Moi
Kochani!
Jesteście i nie ma Was. Choć nie jesteście przy mnie
na co dzień to i tak Was kocham. Jesteście jak mój ukochany, którego jeszcze
nie dosięgły moje dłonie. Moją pierwszą, prawdziwą miłością. Najczystszą,
najpiękniejszą. Taką, która zostanie w pamięci mego ciała do końca moich dni i
jeszcze dłużej. I choć może o Was zapomnę to wiedzcie, że zrobię to naprawdę
nieświadomie. Nie chce pozwolić sobie na taki ruch. A może sami będziecie
chcieli odejść? Kiedyś być może dojdziecie do wniosku, że to nie to? Może,
może, może. Nigdy nic nie wiadomo, prawda? Kocham waszą nieśmiertelność i
zazdroszczę jej Wam. Chciałabym choć jeden dzień pożyć Waszym życiem, moi
Najmilsi. Wszystko czego pragnę zawiera się w waszych imionach. Nie zdradzę ich
nigdy nikomu. A teraz wycofuję się. W głąb mego umysłu, gdzie nawet Wy nie
macie prawa wstępu. Gdzie nikt go nie ma oprócz mnie i Jego. Wy powinniście
wiedzieć o kogo chodzi.
Żegnam was teraz. I tylko na tę krótką chwilę. Bo
wieczność to niewiele, naprawdę. Istnieje dłuższy okres czasu. Musi istnieć…
Z prawdziwą miłością
Żegnam Was
Ja
Demon
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)